dawno nic nie pisałam. a tak tu sobie zajrzałam, dodałam parę nowości i stwierdziłam "a czemu by nie?".
tak więc. mam takie małe białe cudo. szczytem moich marzeń nie jest, ale się zaprzyjaźniamy. tylko średnie makro robi. ale przeżyjemy.
zresztą. mówią, że nie pomoże sprzętu kupa gdy fotograf dupa. a jaki tam ze mnie fotograf.
ciężki rok się zbliża. a ja jakoś nie dopuszczam tej myśli do siebie. wmawiam sobie że będzie dobrze jakkolwiek będzie. otóż nie. bo jak nawalę to będzie bardzo źle.
zresztą. czy może być jeszcze gorzej? nie mam pojęcia co ze sobą chcę zrobić. najchętniej bym się spakowała i wyjechała. tam gdzie chcę. bo tylko to jedno wiem.
wiem jeszcze jedno. na kogo mogę liczyć. i fajnie mi z nimi. rowery, parki linowe, zdjęcia, filmy, ploteczki i inne cuda. do tego jeszcze parę osób, aresidło i niepotrzebny mi żaden pajac.
chyba nie. może kiedyś mu się oczy otworzą.
i tak oto użyłam kilku słów których nie lubię. chyba może i kiedyś. zero konkretu. a przecież w życiu potrzebny jest konkret. którego w moim brak.
i tak oto z mojej pisaniny wyszedł jeden wielki rozardiasz ale najważniejsze że w końcu ja siebie rozumiem. i to ogarniam. a przynajmniej się staram.
generalnie jest sympatycznie, są marzenia sny uśmiech i sama słodycz.
muuah :*
ps. tak optymistycznie doszłam do jakże odkrywczego i mądrego wniosku że w życiu wszystko dzieje się po coś. nic nie dzieje się bez przyczyny. trzeba tylko mieć oczy otwarte i wyciągać wnioski. szczególnie z porażek.